Ło matko boska, ile mnie tu nie było... znowu...
No, ale do rzeczy; jeszcze latem zeszłego roku powstał kolejny projekt. Taki malutki, drobniutki, na jeden raz; pergola ogrodowa. Lata temu, wraz z ojcem postawiliśmy takie wielkie, drewniane cudo. Stało ono tak sobie 15 lat, po czym spróchniało :). Na wiosnę zeszłego roku, wraz z Wredna Małpą postanowiliśmy rozebrać ten element architektury ogrodowej. Pozostały po niej dwie malownicze dziurwy i widok na ogródek sąsiadów.
Z pergoli ocaliliśmy trzy pędy winobluszczu, które tymczasowo wrzuciliśmy do wiader i postawiliśmy na schodach. Miały tam stać dwa, góra trzy tygodnie. Stały cztery miesiące...
W tym czasie, wraz z Wredną Małpą zmieniliśmy strategię działania i zamiast kupować kolejną pergolę, postawiliśmy na zestaw płotek+ławeczka+ donice. Większą część przywieźliśmy pewnego słonecznego dnia z nieco odległego marketu budowlanego. Panele, z których powstanie płot, przywieźliśmy z pobliskiego marketu, oto dlaczego;
Pierwszy słup
Panel + drugi słup
Oba panele osadzone
Tu słowo komentarza; słupy są wsadzone w kotwy i przykręcone. Teoretycznie więc cały płot jest demontowalny. Teoretycznie bo w zamierzeniu ma obrosnąć bluszczem.
Tu taka małą przerwa; ilość narzędzi wykorzystywana przy tym projekcie:)
Ok, płotek już stoi, czas na dziurwy. Tu mamy stan początkowy;
Plan działań jest następujący;
- pogłębić;
-otoczyć płotkiem 35 cm;
-wsadzić bluszcze z fotek wyżej;
- nasypać ziemi;
- powtórzyć z drugą dziurwą.
Do dzieła!
Lewa dziurwa na początku prac.
Prawa dziurwa z jednym bluszczem
Drugi bluszcz dodany i uzupełniona ziemia
Lewa dziurwa na zakończenie prac
Całokształt projektu
Po podsumowaniu kosztów wyszło nam, że za materiały zapłaciliśmy ok 200 zł mniej, niż kosztowałaby sama pergola. Wnioski czy warto było, pozostawiam wam :)












