Tak przynajmniej było do tej pory. Gdy zacząłem szlifować palety wziąłem do rąk szlifierkę oscylacyjną. Nieśmiało powiem że pierwszy raz w życiu. Spokojnie gładziłem kolejne deski, ilość pyłu była akceptowalna, słoneczko świeciło ptaszki ćwierkały. I stałbym z tą szlifierką do tej pory gdyby nie fakt, że po godzinie szlag mnie trafił i wziąłem kątówkę. Praca zaczęła iść szybko, żwawo, ptaszki przerażone hałasem uciekły w piz... daleko. Tylko ilość pyłu latająca wokół zaczęła przypominać burzę piaskową. Poprosiłem wredną małpę o wizytę w pobliskim Markecie Budowlanym i od tej pory biorąc szlifierkę do rąk wyglądam tak;
Na drugim zdjęciu dociera do mnie ile roboty mnie jeszcze czeka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz